Wydawałoby się, że nie może się stać nic złego, gdy wychodzisz ze swoim dzieckiem z przedszkola i trzymasz je na rękach. Dziecko wtula się w Ciebie zadowolone, że już jesteś. Ty też przeżywasz radość, gdy potomstwo klei się do Twoich ramion. Jest super. Czy może być za chwilę inaczej?

Niestety może, o czym przekonała się Alicja, która właśnie wychodziła na ulicę z terenu przedszkola trzymając na ręku 2-letnią córeczkę. W żadnym wypadku nie była w stanie przewidzieć, że młody mężczyzna jadący na motorze nie opanuje go i wjedzie z impetem na chodnik ... Nie trzeba więcej opisywać. Wyobraźnia dopisuje resztę. Szczęście w nieszczęściu – główny impet uderzenia przyjęła Alicja. Dziecku poza kilkoma siniakami nic się nie stało. Z Alicją było gorzej. Wielonarządowe obrażenia wewnętrzne, strzaskana noga. Generalnie lekarze byli bardziej niż sceptyczni, co do jej szans na przeżycie. Ale Alicja to tzw. „twarda baba”, „baba komandos”. Zrobiła „na złość” lekarzom i przeżyła dokładając im przy okazji mnóstwa pracy.

 

Zadzwoń i dowiedz się ile masz praw i możliwości walki z ubezpieczycielem - 22 390 52 58

 

Czasami jednak łatwiej jest przeżyć wypadek, niż żyć później z jego konsekwencjami. Bo jak tu funkcjonować, gdy wszystko cię boli. W wyniku wypadku Alicja miała uszkodzone jelita, żołądek, wątrobę i trzustkę. Gdy brała środki przeciwbólowe to zawsze któryś z tych organów się buntował. Gdy nie brała środków przeciwbólowych, to pozostawało wycie do księżyca – tak bolało. No i jeszcze ta rozwalona noga ze strzaskanym kolanem. No i blizny – Alicja będąca atrakcyjną kobietą miała na ciele duże blizny. Paskudnie wyglądały, bo bezpośrednio po wypadku lekarze nie zakładali raczej, że te blizny będą w przyszłości paradowały na ciele osoby żywej. To i nie przykładali się do starannego szycia. Trudno się dziwić, że Alicja strasznie cierpiała tak fizycznie jak i psychicznie.

Przypadek ten trafił do naszej kancelarii. Zadanie uzyskania dla Alicji dobrego odszkodowania nie było wcale łatwe. Doszło do sprawy sądowej przeciwko firmie ubezpieczeniowej. Główny problem polegał na wyraźnym pokazaniu sądowi, iż całościowa szkoda Alicji jest o wiele większa niż suma poszczególnych uszczerbków zdrowotnych, z których ta szkoda się składa. To był absolutny klucz do sukcesu. Opinie biegłych nie były bowiem wcale rewelacyjne dla Alicji – za trzustkę tyle procent uszczerbku na zdrowiu, za wątrobę i jelita tyle, za rozwaloną nogę tyle. Uzbierał się łącznie taki uszczerbek na zdrowiu, który nie kwalifikował wcale Alicji do uznania jej jako osoby chorej i cierpiącej, jaką w rzeczywistości była..

W tej sytuacji zasadniczą kwestią było nawiązanie dobrej, a wręcz ciepłej relacji z Alicją i jej mężem. Było to niezbędne, aby wniknąć bliżej w ich życie rodzinne i małżeńskie. Dowiedzieliśmy się jak gigantyczna jest skala ich problemu. Zobaczyliśmy, że Alicja ma wielkie trudności, aby jakoś siebie ogarnąć, żeby zacisnąć zęby i nie płakać z bólu. A jak boli to na dodatek ciężko spać. A jak tu być dobrą żoną i matką, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa z powodu bólu i braku snu? Życie intymne z mężem – tak satysfakcjonujące przed wypadkiem – stało się więcej niż abstrakcją. Tak więc Alicja stała się trudna do wytrzymania dla najbliższych, kłótliwa i wiecznie zdenerwowana; ciekawe, kto by nie był w jej sytuacji? 

Nasza relacja z Alicją i jej rodziną doprowadziła do tego, iż udało nam się od nich uzyskać w sądzie logiczne i spójne zeznania pokazujące ponad wszelką wątpliwość, że nie chodzi nam tylko o straty na zdrowiu Alicji, ale o fakt, iż te straty wręcz zdemolowały całe życie Alicji i jej męża. Gdy zeznawał mąż Alicji i mówił długo, jakie skutki dla nich przyniósł ten nieszczęsny wypadek, to obserwowałem wyraz twarzy sędziego. Już wiedziałem, że sprawa zakończy się dla Alicji pełnym sukcesem.

Wyrokiem sądu Alicji przyznano kilkaset tysięcy złotych tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia oraz dożywotnią rentę. To był oczywiście duży sukces, chociaż ja wiem, że nie ma na świecie dolarów, które zrekompensowałyby to, co Alicja przeżyła i co będzie musiała znosić do końca swoich dni.

Dla mnie jako dla prawnika doświadczenie to wykazało wyraźnie po raz kolejny, iż w sprawach odszkodowawczych ważne są nie tylko paragrafy i prawne interpretacje. Czasami kluczem do sukcesu dla prawnika jest znalezienie w sobie tych pokładów empatii, które pozwolą zobaczyć w ofierze wypadku nie tylko cierpiące ciało, ale także dostrzec jak to cierpienie odbija się na kondycji duchowej i emocjonalnej. Bez tej umiejętności, moim zdaniem, prawnik będzie nieskuteczny.

 

Zadzwoń i dowiedz się ile masz praw i możliwości walki z ubezpieczycielem - 22 390 52 58

2016-07-25 10:54:41